W domu nikt nie liczy się z jego zdaniem, w szkole czuje się wykorzystywany i bezustannie poniżany.
Co ma zrobić Piotrek?
Piotrek, 14 lat:
Nie wiem, co we mnie jest takiego, że każdy chce się nade mną znęcać.
Czasem się zastanawiam, czy mam napisane na czole: „No dalej, ulżyj sobie, możesz mnie zwymyślać albo popchnąć”.
W szkole nie mam nikogo bliskiego. Nie chodzi mi o jakiś dobrych przyjaciół, ale o człowieka, z którym mógłbym zwyczajnie pogadać, wracać razem do domu. Jak jestem chory, to nawet nie wiem, do kogo zadzwonić i zapytać się o lekcje.
W podstawówce też nie było super, ale nikt mi specjalnie nie dokuczał, po prostu nikogo nie obchodziłem.
W gimnazjum jest koszmarnie, przez całą pierwszą klasę chowałem się po kątach, żeby nikomu nie włazić w oczy. Myślałem, że po wakacjach im przejdzie, zwłaszcza, że sporo urosłem i już jestem tego samego wzrostu, co reszta chłopaków. Ale to nic nie pomogło. Najgorzej jest na WF-ie i w szatni. Zawsze ktoś mnie popchnie, założy mi coś na głowę albo wrzuci mi buta czy plecak gdzieś za szafki. Staram się to olewać, nie wdaję się w żadne awantury. Ale i tak jestem dla nich workiem treningowym.
W domu też jest nie lepiej. Mama jest strasznie nerwowa, wszystko ją drażni – jak jest bałagan albo jak po jedzeniu nie schowam naczyń do zmywarki. Rodzice cały czas na siebie warczą, więc zamykam się w pokoju. I to też ich wkurza, że się alienuję. A ja nie chcę wysłuchiwać w kółko ich narzekań. Nie interesuje ich, co u mnie w szkole, czy mam jakieś problemy. Starałem się powiedzieć mamie, że jest mi źle w szkole, a ona napadła na mnie, że się za bardzo ze sobą cackam i tylko dokładam jej problemów…
Odliczam już dni do końca gimnazjum, chociaż nikt mi nie zagwarantuje, że w następnej szkole będzie inaczej.
Ja po prostu wszystkim ludziom przeszkadzam…
Przypadek Piotrka:
Pierwsza myśl: „Czy on przypadkiem nie przesadza?”
Bo przecież to chyba niemożliwe, żeby ktoś źle się czuł i w domu i wśród rówieśników. Klasowe układy bywają trudne, to fakt, ale czy to możliwe, że dwadzieścia parę osób o niczym innym nie myśli, jak tylko o dokuczaniu koledze? W obojętność otoczenia, trudność z nawiązywaniem przyjaźni można uwierzyć, nie tylko Piotrek ma poczucie braku bliskiej osoby. Ale z jego listu wynika, że jest wręcz prześladowany.
Dlaczego nic nie starał się z tym zrobić? Zdecydowanie powinien podnieść głowę.
Co może pomóc? Rozmowa z psychologiem lub pedagogiem. Jeśli nie ze szkolnym, to z psychologiem z telefonu zaufania.
Sytuacja w domu na pewno nie pomaga w rozwiązywaniu szkolnych kłopotów. Piotrek czuje się niepotrzebny. A przecież jest już na tyle dorosły, że mógłby bardziej uczestniczyć w domowym życiu. Trzeba zacząć rozmawiać z rodzicami. Niekoniecznie od razu o kłopotach, najpierw o rzeczach codziennych, o planach na weekend, o zainteresowaniach. Rodzice tak naprawdę niewiele wiedzą o swoim synu, nie chcą przyjąć do wiadomości, że ma jakieś kłopoty, bo to wymagałoby od nich konkretnej reakcji, a na to zwyczajnie nie mają siły.
A co z dalszą rodziną? Może babcia? Albo wujek? Musi być przecież ktoś serdeczny w otoczeniu Piotrka.
Najważniejsze to uwierzyć w siebie, podnieść głowę, zająć się czymś fajnym (może sport? To bardzo umacnia!) i koniecznie przestać myśleć „jestem nikim”.
Bo to totalna bzdura.
Materiał pochodzi z 25. Victora.


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
marlena01510
2011-12-08 19:12:20
marlena01510
2011-12-08 19:11:15
marlena01510
2011-12-08 19:10:13
marlena01510
2011-12-08 19:05:55