Po co dawać z siebie wszystko, skoro rodzice i tak nie docenią? Dla nich zawsze będzie za mało, za słabo. Patrycja jest właśnie w takiej nieprzyjemnej sytuacji…To temat z Victora 26/2011.
Patrycja, 15 lat:
Przychodzę do domu z czwórką z kartkówki z chemii. Ojciec komentuje: „A co, zmniejszyli skalę ocen do czterech? Więcej się nie dało?” Ręce mi opadają. Tłumaczę, że to jest dużo na tle klasy, bo połowa jedynki dostała. Ojciec macha ręką „inni go nie obchodzą” i nie chce słuchać. Mama ma inną metodę – dla niej właśnie liczą się inni. Oczywiście, oni są lepsi. Bo córka jej kierowniczki z działu dostała się do dwujęzycznej klasy w liceum. Tylko że ona przez całe gimnazjum miała dodatkowe lekcje z hiszpańskiego i angielskiego, a mi rodzice powiedzieli, że jest mnóstwo innych metod na douczanie się i nie stać ich na płacenie korepetytorom. A z kolei syn jakiejś tam kuzynki startował w You Can Dance, bo taniec to jego pasja i „aż przyjemnie patrzeć, jak ktoś ma określony cel w życiu”. Bo oczywiście ja jestem ta, która określonego celu nie ma – nie jestem genialna w żadnej dziedzinie. Mama w ogóle jest fanką wszystkich programów typu Mam talent. Ogląda i komentuje, najczęściej właśnie „Boże, genialne, genialne dziecko, jaka to radość dla rodziców”. A mnie skręca i najchętniej walnęłabym w telewizor. Bo mama jakoś zapomniała, że rok temu opowiadała, jakie to kuzynka ma kłopoty z synem, bo jemu tylko taniec w głowie i klasę będzie powtarzał. I wtedy nie mówiła o pasji, tylko o rozwydrzonym smarkaczu. Szkoda, że nie nagrałam tego, chętnie bym jej teraz puściła. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mnie za coś pochwalili. Nawet jak w sobotę sprzątam, to mama widzi tylko to, czego jeszcze nie zrobiłam i cały czas mi przypomina: jeszcze kurze zetrzyj, jeszcze podłoga w łazience, jeszcze chomikowi w klatce. A żeby choć raz powiedziała, że coś jest dobrze zrobione, ładnie wygląda, to nie. To jest dla niej oczywiste. Próbowałam kiedyś z mamą rozmawiać, spytać, czemu nigdy mnie nie chwalą, a ona wzruszyła ramionami i powiedziała, że jej też nikt nie chwali za to, że chodzi do pracy i obiad gotuje. Że za wypełnianie zwyczajnych obowiązków nie trzeba nikogo chwalić.
Przypadek Patrycji:
Trudno się jej dziwić, że jest rozżalona. Każdy chciałby, aby jego wysiłki były docenianie przez najbliższych. Widocznie jednak rodzice Patrycji uważają, że nadmiar pochwał szkodzi i rozleniwia. I na wszelki wypadek wcale nie chwalą. To bardzo przykre, zwłaszcza że Patrycja mocno się stara, tak przynajmniej wynika z jej opowieści. Przyznaje, że czuje się gorsza, bo nie ma żadnego talentu – wokalnego czy tanecznego. Nie oszukujmy się, gdyby go miała, wcale by to nie poprawiło sytuacji, skoro mama tak szybko zmieniła zdanie o tańczącym kuzynie. Każdy talent wymaga pracy i zapewne rodzice nazwaliby płacenie za dodatkowe zajęcia wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Więc może lepiej, że jest jak jest?
Co może zrobić Patrycja? Nie przejmować się, nie oczekiwać pochwał, których prawdopodobnie nie będzie. Robić wszystko dobrze, ale od dziś… dla siebie, dla własnej satysfakcji. Oczywiście rodzicom nie odpuszczać, informować o wszystkich sukcesach, o wysiłku niezbędnym chociażby do nauki przed klasówką. Musi mówić, że naprawdę się stara, bo sami tego raczej nie zauważą, będą to traktować jako normę. Jest jednak jeden plus tej sytuacji – Patrycja bez wątpienia poradzi sobie w dorosłym życiu. Bo nie będzie oczekiwać ułatwień i bezustannego głaskania po główce.
Czy można żyć bez pochwał rodziców? Czy wasi rodzice też zbyt dużo wymagają? A może wręcz przeciwnie – uważacie, że mogliby lepiej was mobilizować do wysiłku?


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.