Jak ja mam mu to napisać? Jeżeli myślisz, że jestem aż tak głupia…
Nie, on na pewno myśli, że jestem głupia, co do tego to nie mam najmniejszych wątpliwości. Wystarczy przypomnieć sobie, jak na mnie patrzył, brr. Jakbym się z choinki urwała. Stałam przed nim, chciało mi się na przemian ryczeć i tupać ze złości. A on totalnie nie kumał, o co mi chodzi. Tak właśnie powiedział:
– Ja tego nie kumam…
Cały komentarz. A to, że tydzień wcześniej przez cały wieczór siedzieliśmy razem pod blokiem i opowiadał mi, że nie może się z ojcem dogadać, że tak właściwie są dla siebie całkiem obcy. I jeszcze że chciałby podróżować, ale tak całkiem sam, najlepiej na biegun, żeby się sprawdzić, zmierzyć z przyrodą. I powiedział, że jestem pierwszą osobą, której o tym mówi. A teraz patrzy na mnie jak na kosmitę, tylko dlatego, że było mi przykro, że w lany poniedziałek jak kretyn biegał za Dominiką i tylko szukał okazji, żeby ją złapać i do ściany przydusić. To było obrzydliwe. Dwa dni zastanawiałam się, jak mu to powiedzieć, że mnie to boli, że czułam się jak idiotka stojąc z boku i chichocząc, chociaż marzyłam o tym, żeby się odwrócić na pięcie i wrócić do domu. No i w końcu powiedziałam. Prosto z mostu. A skąd się wzięły te łzy, to nie wiem, nieplanowane to było…
Wydawalo mi się, ze cos nas laczy, bo przeciez tamta rozmowa…
Wydawało mi się? Ja byłam tego pewna! Zaczęłam już snuć wielkie plany o wspólnych wakacjach, na które rodzice muszą się zgodzić, bo przecież mam już prawie 16 lat a on prawie 18. Moglibyśmy pojechać w Bieszczady, łazić po górach, a wieczorem rozbijać namiot, gapić się na niebo i gadać, gadać… No i oczywiście inne przyjemne rzeczy też by były, ale spokojnie, bez nacisku, tak żeby to samo z siebie wyszło. Pojechalibyśmy sami albo z jakąś fajną paczką znajomych, wszystko jedno, byle we dwoje…
– Dziewczyno, o co ci chodzi? No gadaliśmy, pamiętam. Fajnie było, dobrze się z tobą gada. Co ma do tego Dominika?
Uh, jak on nic nie rozumie. I jak mu wyjaśnić, że owszem ma, przynajmniej dla mnie? Bo przecież Bieszczady, wakacje, rozmowy… No tak, ale Bieszczady to na razie były tylko w mojej głowie. I zamiast na spokojnie starać mu się to wyjaśnić, jakoś wyjść z tego z twarzą, to ja rozryczałam się i uciekłam do domu. Stanęłam na klatce i patrzyłam przez okno. Odszedł w stronę parkingu, wyjął komórkę, coś pisze. Serce zabiło. Do mnie? Do mnie pisze? Jeszcze nigdy tak nie wpatrywałam się w komórkę. Nie, nie do mnie. Już by przyszło.
No i siedzę teraz, wieczorem i staram się sklecić jakiegoś sensownego smsa do niego. I kompletnie nie wiem, co napisać.
Czesc, sorki za to dziwne zachowanie, zly dzien mialam. Wybieramy sie w kilka osob w sobote na rowery, wchodzisz w to?
A raz kozie śmierć, wysyłam.
10 minut, 15, pół godziny. Niech to, nie trzeba było nic pisać, on ma mnie totalnie w nosie. Jest! Jest odpowiedź.
Jak mnie ojciec nie zagoni do roboty na dzialce, to jasne. Nastepnym razem jak będziesz miala zly dzien, to powiedz, pogadamy. Narcia!
Nie wierzę własnym oczom, to było aż tak proste? Może jednak będzie coś z tych wakacji w Bieszczadach?


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.