– Zielona szkoła! Też coś! Kto to wymyślił? Albo się jedzie na wycieczkę albo się siedzi w szkole! Przecież dam sobie rękę uciąć, że wy tam na pewno się nie będziecie uczyć, tylko rozrabiać i kombinować…
Mama była przeciwna temu wyjazdowi, od kiedy się o nim dowiedziała na wywiadówce. Właściwie trudno się jej dziwić. Bo perspektywa pięciu dni spędzonych w domkach kempingowych na Mazurach naszej klasie też średnio kojarzyła się z nauką. Od tygodnia tylko rozmawialiśmy o tym, co kto ze sobą zabierze i jak to ukryjemy przed wychowawczynią. O co chodzi, łatwo się domyślić. Alkohol, papierosy. Gruby nawet przechwalał się, że gandzie skombinuje, ale jakoś amatorów na to nie było. Przynajmniej na razie.
O tym, żeby zabrać ze sobą podręczniki przypominały nam nauczycielki. Na wyjeździe mieliśmy się uczyć biologii – ponoć głównie w plenerze, historii – w dowolnym miejscu i angielskiego z wychowawczynią. Taki był plan oficjalny. A nieoficjalny przedstawiał się tak: Monika oznajmiła, że zrobi wszystko, żeby Radek zwrócił wreszcie na nią uwagę. Choćby miała się nocą włamać do jego domku i wleźć mu do łóżka. Kaśka z Darią kombinowały, jakby do tego nie dopuścić, bo im się też Radek podobał. Radek chyba o niczym nie wiedział, gadał tylko, że ma zamiar pokazać chłopakom, czego się nauczył na surviwalu. Michał planował megaimprezę z megachlaniem i megajaraniem. Gruby imprezę z gandzią w roli głównej. Sylwia kombinowała, jak omijać szerokim lukiem cale to imprezowe towarzystwo, bo po ostatniej dyskotece wychowawczyni zapowiedziała jej, że jeszcze jedna wpadka i wylatuje ze szkoły. A tego Sylwia nie chciała, to jasne. A ja? Ja cały czas myślałam tylko o tym, czy będzie aż tak gorąco, żeby chodzić w krótkich spodenkach. Moje uda absolutnie się do tego nie kwalifikowały! Gdyby nasza wychowawczyni choć przez chwilę posłuchała, o czym rozmawiamy na przerwie, w te pędy odwołałaby cały wyjazd. Ale widocznie w szkole podsłuchów jeszcze nie założono, bo wyjazd był coraz bliżej. Zbiórka: jutro o ósmej rano przed szkołą.
*
Dzień pierwszy. Kaśka pokłóciła się z Darią. Michał zaczął imprezowanie już w autokarze na ostatnim siedzeniu i zaraz po przyjeździe musiał się położyć. Spał do rana, na popołudniowy angielski nie poszedł. Radek zaczął montować most linowy, ale sznurki były za cienkie i nie wytrzymały nawet jego ciężaru. Pogoda na razie trzyma moją stronę.
*
Dzień drugi. Kaśka zakumplowała się z Moniką i obie cały czas łażą za Radkiem. A on nie zwraca na nie uwagi, bo założył się z chłopakami, że wytrzyma przez cały wyjazd bez jedzenia i picia. Jak na obozie przetrwania. Wieczorem tajna impreza w domku chłopaków. Gruby jest obleśny. A ta jego gandzia to chyba jakaś wielka ściema, jakieś suszone przyprawy chyba mamie podebrał. Śmierdziało na kilometr, nawet Gruby nie dal rady tego palić.
*
Dzień trzeci: Efekt imprezy – na porannej lekcji historii pojawiły się cztery osoby (w tym ja!), reszta rzekomo zatruła się na kolacji pastą rybną. W południe jakoś wszystkim przeszło, bo wychowawczyni zapowiedziała rewizję we wszystkich domkach. Ale popłoch był! Robi się upalnie, niestety.
*
Dzień czwarty: Upał masakryczny, a ja w dżinsach. Już połowa klasy i wszystkie nauczycielki zapytały mnie, czy mi nie gorąco. Nie, nie gorąco. Radek skręcił kostkę bo usiłował skoczyć z drzewa na drzewo. Nadal nic nie je. Jakim cudem nauczycielki tego nie widzą, to nie wiem. Monika ogłosiła, że zawiodła się na Radku i że to dzieciak, a nie facet. Czyli kazał jej się odczepić… Imprezy kolejnej nie było. Jakoś nikt nie miał ochoty.
*
Dzień piąty. Wracamy do domu. Przez całą podróż Radek je. Kaśka pogodziła się z Darią i pokłóciła z Moniką. Gruby biadoli, bo go użądliła osa w powiekę i wygląda jak zapasiony chomik. Wychowawczyni stwierdziła, że tak właściwie to ją pozytywnie zaskoczyliśmy i że mogło być gorzej… Pewnie, że mogło… Sądząc z tego, co było planowane, to hoho.


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.