…żebyś raz w życiu spojrzał na mnie ośle, tak jak patrzysz na tę głupią, cukierkowatą Monikę! Słyszysz? Tu jestem, tu! W rzędzie pod oknem, tuż obok paprotki, która już ledwo żyje. Widzisz, że założyłam dziś bluzkę z dużym dekoltem? Jak myślisz, po co?
Siostra powiedziała mi, że mam ładny dekolt i żebym się nie garbiła, to wszyscy faceci będą się na mnie gapić. No widać jednak, że nie wszyscy, bo obleśnym spojrzeniem zaszczycił mnie dziś tylko pan Wiesiu, nasz dozorca. No i chyba Jarek też przez chwilę patrzył na mnie trochę inaczej. Ale może mi się tylko wydawało. Ty oczywiście nawet mnie nie zauważyłeś, chociaż omal nie powiesiłam ci się na plecach, kiedy wchodziliśmy do klasy. Oczywiście Aśka aż parsknęła śmiechem widząc co robię. Już od dawna wie, że mam kompletnego świra na twoim punkcie…
– Daruj sobie, jemu podobają się zupełnie inne dziewczyny – tak mi tłumaczyła, kiedy kilka dni temu siedziałyśmy u mnie w pokoju, wcinałyśmy kwaśne żelki i udawałyśmy, że uczymy się biologii.
– Jakie?
– No wiesz, takie przebojowe, co to zawsze wokół nich jest mnóstwo chłopaków. Takie jak Monika albo Magda. Nawet nie chodzi o urodę, tylko o to, że one wiedzą, że się podobają. A ten twój Piotruś…
– On nie jest wcale mój! – ostro zareagowałam. – I pewnie nigdy nie będzie! – dodałam już ciszej.
– No więc ten twój Piotruś – Aśka ciągnęła dalej wymachując gwałtownie rękami, jak to ona – on jest taki typowy samiec, wiesz co mam na myśli. Podoba mu się to, co podoba się innym facetom, o co trzeba powalczyć. No a ty… nie obraź się, ale ty byś mu się oddała na talerzu i z kokardką na szyi. Najchętniej prałabyś mu skarpetki, robiła kanapki do szkoły i smarowała pryszcze.
– Błeee, przesadziłaś z tymi pryszczami, wiesz? – zaprotestowałam – Aż tak zakochana nie jestem, żeby rozczulać się nad czyimiś pryszczami.
– Oj, czaisz, o co mi cho… Ty go uwielbiasz kompletnie i totalnie, zupełnie cię zamroczyło. A on tak naprawdę jest zupełnie zwyczajny. Fakt, że przystojny, no po prostu udał się mamusi, no i fajnie potrafi zagadać, nie jest takim totalnym młotkiem jak większość chłopaków z naszej klasy.
– A jak myślisz, czy… czy mam…
– Czy masz jakąś szansę? Pewnie tak. Może nie teraz, może za kilka miesięcy albo jak będzie jakaś impra… Ale przecież nie jesteś brzydka, więc czemu nie… Tylko musisz jakoś się odważyć, fajnie ubrać, wiesz, tak jakoś z pomysłem i po babsku bardziej…
Tak gadałyśmy kilka dni temu. A dziś siedziałam w tej okropnie powycinanej bluzce, co minuta poprawiałam ramiączka stanika, bo mi wystawały i strasznie marzłam, bo na takie dekolty to już zdecydowanie jest za zimno.
– Olka, masz syfy na plecach, wiesz? – parsknęła śmiechem Justyna. To już trzecia osoba, która zwróciła uwagę na moją bluzkę. Sukces, nie? Wiem, jutro założę jeszcze krótką spódnicę, przecież musi w końcu zauważyć, co ja dla niego robię! I pomaluję paznokcie, a co! Na jakiś delikatny kolor, żeby się nikt nie doczepił.
O, rany! Odwrócił się. Odwrócił się i popatrzył na mnie. Nie żartuję, patrzy na mnie, wyraźnie na mnie. Ratunku, zaraz spłonę. Czego on chce? Po co się tak patrzy? I chyba coś mówi. Do mnie? To niemożliwe.
– C..co? Co chcesz? – pytam szeptem, bo nie chcę podpaść biologiczce, dziś ma chyba zły dzień, kosi wszystkich jak leci.
– Masz dwa ołówki? Bo tu nikt nie ma.
– Taaa, jasne. Mam, łap!
Oczywiście, rzuciłam tak niezdarnie, że musiał się schylić. Oczywiście, oddałam mu jedyny ołówek, jaki miałam. Nie szkodzi. Nieważne. Ważne, że chciał ode mnie ołówek. Ode mnie! Właśnie ode mnie!


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Frankowa
2012-01-05 20:04:29
NaomiCampbell
2011-08-28 17:38:40