W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszym Regulaminie.

X

Sędzia własnych rodziców

autor: Redakcja

data: 12.12.2015 20:45

 

Nie podoba ci się to, co robią, mówią, nie akceptujesz ich poglądów.

A przede wszystkim tego, że ciągle sterują twoim życiem, choć sami przecież często popełniają błędy. Banalna rozmowa potrafi zamienić się w kłótnię. I za każdym razem uważasz, że masz rację. Jednym słowem: w domu zrobiło się gorąco.

 

 

Punkty zapalne

Przywykłeś do tego, że mama ciągle narzeka, a tata denerwuje się, zanim zdążysz skończyć zdanie i wytłumaczyć, w czym problem. Wiesz dobrze, co ich złości, a na co spokojnie przymkną oko – w przeciwieństwie do rodziców twojego kolegi. Czasem myślisz, że on ma dużo gorzej. Przynajmniej tak wynika z waszych rozmów. Ciągle skarży się, jacy to jego rodzice są nie do wytrzymania. Tego nie, tamtego nie. Na szczęście u ciebie aż tak źle nie jest. Są jednak sprawy, które naprawdę cię irytują. Takie punkty zapalne waszych rodzinnych relacji.

 

Damian: Drażliwa sprawa gości…

–Mamy duże mieszkanie, mimo to rodzice nie bardzo chcą, żeby ktoś do mnie przychodził. Zawsze jak kumpel chce po szkole wpaść na godzinę czy dwie, to muszę do mamy wysyłać SMS-a, czy się zgadza. Mimo że nawet jej wtedy nie będzie w domu! Jak pytam, po co to wszystko, to odpowiada, że to nie tylko mój dom i muszę takie rzeczy uzgadniać. Nie podoba jej się też to, jeśli poczęstuję kogoś więcej niż tylko zwykłym sokiem. Np. jeśli wyciągnę z szafki ciastka. Potem mówi, że były odłożone „do kawy” i nie powinienem był brać.

Damian wyjaśnia, że byłby jeszcze w stanie zrozumieć takie „bronienie domu” przez mamę, choć czasami ma wrażenie, że to już raczej trzeba nazwać skąpstwem, bo żyją raczej dostatnio. Najbardziej go jednak wkurza, że te wyznaczone przez mamę zasady nie obowiązują, kiedy to do niej przychodzą znajomi.

– Wiosną brałem udział w trudnym konkursie wiedzy historycznej. Miałem zamiar poświęcić na naukę cały weekend i rodzice dobrze o tym wiedzieli. Ale mimo to mama zgodziła się przenocować swoją kuzynkę z mężem i małym dzieckiem. Naprawdę byłem wtedy wściekły, bo nie dość, że musiałem pomagać w sprzątaniu, to jeszcze w domu było głośno i nie miałem jak się uczyć.

Damian wspomina też, że już dwukrotnie zdarzyło się, kiedy mama ofiarowała komuś znajomemu rzeczy Damiana, nie konsultując tego z nim. Były to modele samochodów i trochę książek.

– Nie chodzi o to, czy były mi potrzebne, bo faktycznie nie były i na pewno bym je bez problemu oddał. Ale o zasadę. Skoro ja mam się pytać, czy mogę kogoś poczęstować ciastkami, które kosztują kilka złotych, to też oczekiwałabym, żeby mama uzgodniła ze mną, zanim odda komuś coś z mojego pokoju.

 

Spójrzmy obiektywnie…

Kiedy poznajemy relację Damiana, to oczywiście możemy się oburzać czy też „trzymać jego stronę”, bo wydaje się, że pewne zasady w jego domu sprawiedliwe nie są. Ale pojawia się pytanie: czy ta kwestia była kiedykolwiek omawiana w rodzinie? Czy Damian na spokojnie starał się wyjaśnić mamie, co mu nie odpowiada i dlaczego? W jaki sposób jest przyjmowany w domach swoich kolegów i jak w związku z tym chciałby traktować swoich gości? Podkreślmy: na spokojnie. Bo obrażanie się czy wykłócanie to nie jest sposób na rozwiązanie sprawy. Wydaje się też, że Damian jest pamiętliwy, długo nosi w sobie poczucie wyrządzonej krzywdy. Skoro po pół roku nadal przypomina trudny weekend, kiedy przyjechali goście? Przecież to już naprawdę było dawno temu. Mama ma swoje zasady – może i nieco surowe względem syna, ale jedyny sposób na ich zmianę, to cierpliwe i spokojne przedstawianie swoich racji. Ewentualnie poszukanie sojusznika, który wsparłby Damiana w rozmowie.

 

Krzysiek i Dominika: Mówią: „broń swojego zdania” a sami…

Krzysiek nie należy do osób popularnych w klasie. Dlaczego? Trudno mu to określić, uważa, że to wina dobrych stopni i opinii, jaka przywędrowała za nim z podstawówki. Rodzice są tego świadomi i starają się go wspierać w klasowych spięciach.

– Tata zawsze mówi, że mam bronić swojego zdania, bo tylko tacy ludzie zasługują na szacunek. Wkurza mnie to, bo to łatwo tak mówić, jak się nie jest na czyimś miejscu.

Po chwili Krzysiek jednak przyznaje, że tak naprawdę irytuje go co innego.

– Niedawno miałem konflikt z nauczycielką, oskarżyła mnie o coś, czego nie zrobiłem, w ogóle mnie tam nie było. Ojciec powiedział, żebym nie kłócił się z nią, tylko przyznał się i przeprosił, bo tak będzie lepiej. A co z tym bronieniem swojego zdania? Do nauczycieli to już nie obowiązuje?

O podobnej sytuacji mówi Dominika, której nie podoba się, kiedy przyłapuje rodziców na zmianie poglądów.

– Moja mama często powtarza, że chciałaby mieszkać za miastem, to takie jej marzenie. Ale babci nigdy się do tego nie przyzna, przytakuje, że w mieście jest najwygodniej. Babcia dołożyła się do naszego mieszkania, często nam pomaga, np. płaci za mój obóz. Myślę, że dlatego mama uważa, że powinna jej we wszystkim przytakiwać.

 

Jak to wygląda z boku?

Rodzice nie są idealni. Ty też nie jesteś, nie jest idealna także twoja najlepsza przyjaciółka, ani nawet jej mama, która tobie chwilowo jawi się jako osoba doskonała. Nikt nie jest idealny, bo to niemożliwe. Jeszcze kilka lat temu byłeś przekonany – jak każde dziecko – że rodzice wiedzą najlepiej, że mają rację, że zawsze i we wszystkim pomogą. Kiedy dorasta się w zdrowej, dobrze funkcjonującej rodzinie, to przez pierwsze lata rodzice są dla dziecka idealni, ufa im. Tak to właśnie powinno wyglądać. A teraz dojrzewasz, granice twojego świata poszerzają się, porównujesz dom z tym, co jest na zewnątrz i zaczynasz dostrzegać coraz więcej rys na wizerunku rodziców. Że nie umieją odpowiedzieć na każde pytania, a w niektórych dziedzinach to ich wiedza jest naprawdę żenująca. Że nie zawsze mówią prawdę. Że od ciebie sporo wymagają, a od samych siebie mniej. Że czasem mówią jedno, a robią drugie. Tylko że wszystkie te negatywne cechy, jakie w nich dostrzegasz, są zwyczajne, po prostu ludzkie. Czujesz się czasem rozczarowany. Im bardziej w dzieciństwie byłeś związany z rodzicami, im mocniejsza była wasza więź, tym mocniej teraz odczuwasz te rodzicielskie wady. Ale ten proces, jaki zachodzi w waszej rodzinie, ta zmiana twojej opinii na temat rodziców jest jak najbardziej normalna. A wręcz konieczna do tego, żebyś stał się dojrzałym, w pełni samodzielnym człowiekiem, który ma własną zdolność osądu, własne poglądy, a nie jedynie powtarza słowo w słowo to, co twierdzą rodzice.

 

To, co się nie zmieniło, to miłość rodziców do ciebie, ich poświęcenie i odpowiedzialność. Częściej krzyczą, krytykują, wymagają? Bo widzą więcej zagrożeń, bo obawiają się o ciebie, chcą jak najdłużej cię chronić. Kiedyś więcej się uśmiechali, teraz często okazują zmęczenie, rozdrażnienie? To dowód, że widzą cię już jako dojrzalszą osobę, a nie małe dziecko, do którego trzeba ciągle się uśmiechać i zapewniać, że „nic się nie stało”. Są teraz o wiele bardziej prawdziwi niż kilka lat temu, choć naturalne jest, że tęsknisz trochę za tamtymi czasami, kiedy tylko cię przytulali, chwalili i rozpieszczali. Teraz jest inaczej. Doroślej.

 

„Ty się CIĄGLE mnie czepiasz”, „ty NIGDY mnie nie rozumiesz” – prosta droga do konfliktu

Dajesz sobie prawo do popełniania błędów i zmiany zdania. Mówisz: „o rany, nie nauczyłem się i dostałem jedynkę, każdemu może się zdarzyć”. Myślisz: „co z tego, że kiedyś lubiłam zajęcia ze śpiewu, teraz nie lubię i już”. Ale jednocześnie nie umiesz tego samego prawa przyznać rodzicom. Skoro chcesz być traktowany jak dorosły, wykaż się dojrzałością w relacjach z rodzicami.

 

• Mów otwarcie i wprost, o co ci chodzi. Nie rób aluzji, podchodów, nie demonstruj swojej krzywdy, urażenia. Rodzice naprawdę mogą nie domyślić się, o co ci chodzi. Jeżeli zależy ci na rozwiązaniu sytuacji spornej (jeśli NAPRAWDĘ chcesz dogadać się z rodzicami), wyślij konkretny komunikat. Powiedz, o co ci chodzi. Spokojnie, bez wrzasków.

 

• Jeżeli nie podoba ci się zachowanie rodziców, zastanów się, o co tak naprawdę ci chodzi? Po co szukasz ich wad, po co – sam przed sobą – je wyolbrzymiasz? Chcesz je użyć w dyskusji z nimi? To nie jest dobry pomysł, niewiele osiągniesz. Powiesz ojcu: „mam prawo zapominać o swoich obowiązkach, bo ty też czasem zapominasz o tym, o co prosi cię mama”? Czy w ten sposób rozwiążesz sprawę? Raczej nie, tylko zaognisz wasz konflikt.

 

• Ty masz czasem zły humor i chęć schowania się w swoim pokoju? Inni też tak mają. Uszanuj to i nie wszczynaj kłótni tylko dlatego, że ktoś nie jest na twój widok uśmiechnięty od ucha do ucha albo burknie coś pod nosem zamiast entuzjastycznie wypytywać, co u ciebie słychać. Prawdopodobnie nie ty jesteś powodem złego humoru, więc po co dokładać zmartwień?

 

• Kiedy coś ci nie pasuje, złości, niepokoi, poniża – powiedz o tym, dopóki jesteś spokojny i otwarty na rozwiązania problemu. Jeśli o czymś nie mówisz, to ludzie mogą nie wiedzieć, że to ci przeszkadza. Naprawdę, nie wszyscy muszą się domyślać, co siedzi w twojej głowie. Załatw sprawę, gdy tylko się pojawi, nie pozwól jej urosnąć do gigantycznego problemu.

 

komentarzy: 0

Skomentuj ten artykuł

Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.