W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszym Regulaminie.

X

Szkoła to piekło!

autor: Redakcja

data: 19.01.2016 20:39

Wystarczy kilka dni, aby z przeciętnego ucznia stać się ofiarą prześladowań...

Bez konkretnego powodu. Wybrnąć z takiej sytuacji niezwykle trudno. O swoich doświadczeniach przemocy szkolnej opowiadają czytelnicy Victora…

 

 

Ucieczka w niewidzialność…

„Próg szkoły przekracza najwcześniej za dwie ósma. Często się spóźnia na lekcje, ma zwykle obniżoną przez to ocenę ze sprawowania. Przemyka szybko korytarzem w kierunku sali lekcyjnej. Zawsze patrzy pod nogi, nigdy nie spogląda na otaczające go osoby.” – tak rozpoczyna swoją opowieść o prześladowanym Michale Damian Dobrodziej z Poznania. Przysłał pracę na konkurs związany z książką Siedem dni – doskonałą publikacją na temat rówieśniczej przemocy i tym, kim naprawdę jest ofiara i jej prześladowca. Tekst napisany przez Damiana, podobnie jak i inne przywołane w tym artykule, wywołuje mieszane uczucia. Przede wszystkim dlatego, że dowodzi, jak często jesteście świadkami czy nawet ofiarami rówieśniczej przemocy. I w każdym z takich przypadków pojawiają się pytania: Dlaczego właśnie on/ona? Co takiego zrobił/zrobiła? Czym się wyróżnia, czym „zasłużył” na tak straszliwy los, na bycie kozłem ofiarnym?

 

„Już w podstawówce rozpoczął trudny trening bycia niewidzialnym. Wielogodzinne ćwiczenia przynoszą rezultaty. Jest już nieomal mistrzem w swojej kategorii. Trenuje dodatkowo popołudniami w domu. Przemykając po szkolnym hallu, Michał czuje palące spojrzenia innych. Niektórzy szepczą między sobą, kilka osób wytyka go palcem. Do takich zachowań chłopak już się przyzwyczaił. Nawet je zaakceptował.” Tak charakteryzuje swojego bohatera Damian. Zwraca uwagę na to, co łączy wiele ofiar przemocy rówieśniczej – marzenie o byciu niewidzialnym. Szkolne prześladowania, zepchnięcie na margines rówieśniczej grupy, wyszydzane i pogardzanie sprawia, że już nawet nie myślą o tym, żeby zdobyć przyjaciół, bliskich ludzi. Dla nich szczęściem jest, gdy nie spotkają się z atakiem, gdy będą niewidoczne. To znak, że prześladowanie osiągnęło apogeum. W takiej sytuacji jedynym wyjściem jest zmiana szkoły. I to bezwzględna.

 

Dramat samotnej

„To stało się trzy lata temu i przez wiele miesięcy było najważniejszym tematem w szkole mojej siostry, teraz także mojej szkole” – rozpoczyna swoja opowieść Łucja Pawelec, uczennica drugiej klasy gimnazjum. Przedstawiła historię dziewczyny, która ciągle zastraszana i prześladowana popełniła samobójstwo. „Tak naprawdę nikt dokładnie nie znał powodu, nikogo nie wskazali jako winnego tej śmierci. Ponoć wszyscy byli zszokowani tą śmiercią. Ale prawda jest taka, że wystarczyło zajrzeć na jej profil na FB albo na grupowy jej klasy. Przynajmniej raz na tydzień pojawiały się tam wpisy takie, że każdego by zdołowały. Wyzwali ją od najgorszych, ciągle się o coś czepiali. Sama nie wiem, jak ona to znosiła. Moja siostra opowiadała, że na co dzień w klasie było różnie – czasem kilka dni nikt jej nic nie powiedział, a potem bez żadnej przyczyny najeżdżali na nią, popychali ją. Nie rozumiem, dlaczego nikomu tego nie zgłosiła. Pewnego dnia – bez żadnej rozmowy z psychologiem, wychowawcą, ponoć nawet rodzicom niewiele o tym mówiła – po prostu uznała, że ma dość i nałykała się leków.” Łucja opisuje dalej, że tym, co ją (wówczas – piątoklasistkę) najbardziej zdumiało, to fakt, że na pogrzeb przyszła prawie cała klasa. Że dziewczyny płakały, mówiły, że to okropne. Te same dziewczyny, które podobno (według relacji siostry Łucji) nie wahały się obrażać czy wulgarnie wyśmiewać z koleżanki.

„Długo pytałam samą siebie: jak można być tak zakłamanym, nie widzieć w tym własnej winy. Dla mnie to jest niepojęte.” – kończy swoją opowieść Łucja.

 

Jak to działa?

Choć sytuacja zarówno Michała (z opowieści Damiana, jak i dziewczyny opisanej przez Łucję) jest przerażająca, to jej mechanizm zaskakująco prosty. Doskonale to wyjaśniła Sabina Modracka:

„Komuś coś w tobie nie pasuje. Czymś drażnisz. Może masz zbyt kiepskie ciuchy, może chodzisz zgarbiony lub utykasz. Wyśmieje cię raz czy drugi. Nie obronisz się, wzruszysz ramionami albo co gorsza pokażesz, że cię zabolało. Świetnie, już znają twój słaby punkt. Następnym razem cios będzie mocniejszy. Nie bronisz się? Stałeś się ofiarą. A każda grupa potrzebuje ofiary, na której można wyżyć się, potrenować swoją pseudosiłę, pokazać, jakim to jest się mistrzem w gnębieniu.”

 

Dlaczego ja? Nie wiem

„Idąc do gimnazjum, nie sądziłam, że nastaną takie dni, kiedy będę bała się tam iść. Moją pierwszą myślą rano nigdy nie jest nic przyjemnego, za każdym razem myślę tylko, co dziś ludzie z mojego otoczenia wymyślą, aby mnie poniżyć.” Tymi słowami rozpoczęła swoje opowiadanie o przemocy rówieśniczej Natalia Laskowska. W swojej pracy skupiła się przede wszystkim na poczuciu niezrozumienia faktu stania się obiektem ataków. Narratorka nie potrafi zrozumieć, dlaczego pewnego dnia jedna z koleżanek postanowiła za wszelką cenę zniszczyć przyjaźń dwóch dziewczyn. Z zazdrości. Tak mocno zabiegała o silną pozycję w klasie, aż w końcu udało jej się zgromadzić wokół siebie mocne grono znajomych. Wówczas zaatakowała dwie dotąd nierozerwalne przyjaciółki. Podstępem, intrygami, plotkami podkopała ich wzajemne zaufanie, „przeciągnęła” Patrycję na swoją stronę. Były to działania przerażająco niezrozumiałe dla narratorki opowiadania. A zwłaszcza to, że ostatecznie stała się celem ataków, drwin i złośliwości. „Nie wiem, jakim sposobem, ale następnego dnia Patrycja i dziewczyna, która spowodowała naszą kłótnię, już były najlepszymi koleżankami pod słońcem. Dziewczyny stały się bardzo popularne w naszej szkole, jednak one tę popularność wykorzystały przeciwko mnie. Każdy kolejny dzień był coraz gorszy, niejednokrotnie wracałam do domu z płaczem, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Bywały dni, kiedy zamykałam się w łazience, myśląc tylko o jednym. Nie sądziłam, że przemoc psychiczna może tak wpływać na człowieka, ale chyba nikt o tym nie wie, póki tego nie doświadczy. Moja mama to widziała, pytała codziennie co się dzieję, ale ja kłamałam, sama nie wiem czemu, chyba bałam się, że mama będzie chciała coś z tym zrobić i wyniknie gorsza sytuacja.”

To bardzo częsta sytuacja – w obawie przed konsekwencjami, jakie może przynieść interwencja rodziców, nic nie mówimy, nie przyznajemy się, że jesteśmy ofiarami przemocy. Pojawiają się najgorsze, najczarniejsze myśli. Ciągłe łudzimy się, że to może minie, że jeszcze będzie tak jak kiedyś, że znajdą sobie inny temat, zapomną. Nie zgłaszamy nikomu, co się dzieje, aby… nie było jeszcze gorzej.

„Cały czas popychają mnie na korytarzu, na lekcjach rzucają we mnie śmieciami, przyklejają kartki z różnymi napisami, nawet w Internecie wciąż widzę moje imię w prześmiewczych komentarzach. Nikt mi w tym nie pomaga, a ja nie radzę sobie z tym sama. Coraz częściej zastanawiam się, jak wygląda koniec. Siadam na parapecie wieczorami, zastanawiając się nad wszystkim i nad tym, co by się wydarzyło, jeśli bym zrobiła ten krok.” Tymi dramatycznymi słowami kończy swoje opowiadanie Natalia. Z jej wyznaniem z pewnością zgodzą się wszyscy, którzy kiedykolwiek doświadczyli przemocy. Nic tak nie odbiera wiary w siebie, wiary w przyjaźń i serdeczność innych ludzi. Nawet jeśli przemoc ustanie (czy to samoistnie czy na skutek przeniesienia do innej szkoły), to potrzeba wiele czasu, aby odbudować zaufanie do innych ludzi, na powrót uwierzyć w siebie.

 

Świadkowie to także kaci

Rzadko zdarza się, aby prześladowca atakował swoją ofiarę bez publiczności. To go nie interesuje, nie daje mu satysfakcji. On musi mieć widownię, taką, którą rozbawi swoim złośliwym komentarzem, wulgarną odzywką czy gestem. A świadkowie? Czy są współwinni? Czy sam fakt śmiania się z kogoś, kto jest obrażany, to także uczestniczenie w przemocy. Przecież popchnięcie kogoś, kto pokracznie idzie albo powiedzenie jakiegoś głupiego komentarza, jest naprawdę zabawne – takie gagi często widzimy w komediach czy filmikach wrzucanych do internetu. Czy sam śmiech z kogoś to już jest przemoc? To właśnie pytanie zadaje też w swojej pracy Julia Sokołowska. Napisała doskonałe opowiadanie zatytułowane Pingwin. To historia Zosi – dziewczyny nieznanie opóźnionej w rozwoju a może mającej jedynie problemy z relacjami z innymi? Zosia jest bardzo ufna, stara się do wszystkich uśmiechać, ale z racji swej odmienności (w zachowaniu, wyglądzie) jest wyszydzana przez ludzi ze szkoły. I to często w sposób zawoalowany. Wykorzystując jej łatwowierność, chłopcy mówią jej komplementy („ślicznie wyglądasz”), a ona to odbiera jako miły gest. Reszta towarzystwa ma wielką uciechę. Zosia nie wie, dlaczego się śmieją. Okrucieństwo tych chłopaków jest bezdyskusyjne. To także jest przemoc, bo jej celem jest wyrządzenie przykrości, ośmieszenie kogoś. Nie zawsze trzeba uderzyć, aby być katem dla ofiary.

 

Ten artykuł powstał dzięki waszym wypowiedziom i pracom, jakie przesłaliście na konkurs Siedem dni. Wszystkim gratulujemy i dziękujemy, a książki – nagrody wysyłamy do Sabiny Modrackiej, Damiana Dobrodzieja, Natalii Laskowskiej, Julii Sokołowskiej, Łucji Pawelec.

 

komentarzy: 0

Skomentuj ten artykuł

Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.