Napisz list, jaki Rymwid mógłby wysłać przed śmiercią do
swojego syna (na podstawie opowiadania Echa leśne
Stefana Żeromskiego).
Jak to napisać?
Postaraj się, aby Twój list nasycony był emocjami, nie
zawierał jedynie suchych informacji. Rymwid pisał go przecież
tuż przed śmiercią i z pewnością miał wiele do przekazania
synowi. Celem Twojego listu jest także ukazanie sceny sądu
tak jak to widział Rymwid – w noweli jest to przekazane we
wspomnieniach generała. Co Rymwid czuł tuż przed śmiercią?
Rozpacz? Dumę? Pogardę? Nienawiść do stryja? Decyzja należy
do Ciebie.
Jak zacząć?
Zobacz na przykładzie:
Lasy świętokrzyskie, karczma Zagoździe, 1864, noc
Synu mój!
Kiedym cię opuszczał, byłeś dla mnie Piotrusiem. Teraz, kiedy
czytasz ten list jesteś już pewnie Piotrem i każesz zwać się
mężczyzną, nie chłopcem. Wierzę, że list ten do Twoich rąk
trafił i z tą nadzieją na śmierć się szykuję. Nie wiem, co Ci
ludzi powiedzą o ojcu i o sprawie, za którą zginę. Więc
zaklinam, choćby od lat karmili Cię nienawiścią i pogardą dla
mnie, list ten przeczytaj, dowiedz się prawdy. Tyleś mi
winien, jako mój syn.
Od małego po wojskowemu byłem chowany. Ojciec oficer, stryj
także. Brat do armii poszedł, więc i ja poszedłem. Służba w
carskim wojsku łatwa nie jest, dyscyplina taka, że wielu nie
wytrwało. Ale dla mnie to chleb był powszedni, bom nigdy nie
był rozpieszczany. Ojciec miał twardą rękę, stryj również.
Awansowałem więc i na miano dobrego żołnierza szybko
zasłużyłem. Dopóki walki na wschodnich obrzeżach imperium się
toczyły, pożytek ze mnie miało dowództwo armii. Ale kiedy
doszły do nas słuchy o powstaniu i o tym, że my, Polacy, mamy
stanąć z bronią przeciwko Polakom, którzy przecież za naszą
wolność życie chcą narażać... Coś we mnie przerwało się.
Jakaś fala żalu, złości na ojca, stryja i wszystkich tych,
którzy chcieli, żebym języka zapomniał, żebym polskości się
wyrzekł. Podjąłem decyzję – dołączyć do nich, znaleźć braci i
walczyć do upadłego. Z dnia na dzień oczekiwałem okazji, aby
szeregi armii opuścić. Lecz czasem taka jakaś żałość mnie
ogarniała, że muszę zdradzić tych wiernych żołnierzy,
oddanych mi, że muszę złamać przysięgę, w którą tak długo
święcie wierzyłem. I że oni odtąd o mnie jak o zdrajcy mówić
będą. Bo nie ma synu dla żołnierza nic cenniejszego ponad
honor. A ja właśnie miałem swój honor zamienić na łachmany i
zimne noce w bagnach i błotach. Odszedłem. Stryjowi
zostawiłem list. Tłumaczyłem, wzywałem, żeby w moje ślady
poszedł, bo przecież żołnierz tak doskonały przydałby się
sprawie. Ale nie wierzyłem, żeby posłuchał. On tylko armię
kochał. A potem los sprawił, że nasze drogi w tak okrutny
sposób się przecięły. (...)

















