10 Victor od 10 maja

10 Victor od 10 maja

A w numerze m.in.:

- Niechciany domownik…

- Informator specjalny: Nastolatek i prawo

- Koleżanki mnie wykorzystują!

- Przyjaźń damska, przyjaźń męska – czym się różnią?

więcej
pogadaj na forum vg

11. Victor Gimnazjalista

A w numerze m.in.:

- Złe towarzystwo pije i pali? niekoniecznie...

- Zakochana bez wzajemności

- Zawód stylista

- Galeria typków - maruda

- Czas na bieganie

więcej
avatar

TakObczajTo

  • imię:
  • wiek: 14
  • skąd: Starogard Gdański
    (pomorskie)
więcej
avatar

Alexander

  • imię: M
  • wiek: 15
  • skąd: Kluczbork
    (opolskie)
więcej
avatar

Paulina478

  • imię:
  • wiek: 15
  • skąd: Grybów
    (małopolskie)
więcej

Regulaminy SMS-owe i nagrodzeni

więcej
lubie to na fb

Dziady Adama Mickiewicza

autor: Banaszuk

data: 14.05.2010 13:27

Uczestniczyłem w Dziadach. Opowiadanie.

Oto nasze przykładowe wypracowanie. Może trochę przewrotne, ale przecież w temacie nie było powiedziane, że to ma być właśnie tamten, dziewiętnastowieczny obrzęd Dziadów. Uwspółcześniona wersja dramatu Mickiewicza.


Powiało chłodem. Było naprawdę zimno. Nic dziwnego, to już koniec października.
– Zamknijcie drzwi od kaplicy. Szybko, bo nas tu zawieje!
– Naprawdę chcesz to zrobić, Gruby?
– A co masz cykora? Nie pękaj stary. Nie takie rzeczy się robiło. Patrz, Kaśka młodsza i nie cyka się. No nie, Ruda?
– Pewnie. Gruby, poczekajmy jeszcze na Jolkę i Darka. Będą wściekli, jeśli nie zaczekasz.
– Eeee tam, nie przyjdą, starzy ich nie puścili. Zamknijcie drzwi. Stańcie tu, dookoła mnie. Dobra, zaczynamy...
Spojrzałem do góry. Sufit kaplicy spowity był w ciemnościach. Nic dziwnego, była noc, a my mieliśmy ze sobą tylko kilka świeczek. Przez chwilę zdawało mi się, że w kącie sufitu coś zajaśniało...
– Młody, podaj mi to zielsko. Szybko, bo się nie chce rozpalić. No, słyszysz co do ciebie mówię? Gdzie ty się tam gapisz? No, i zgasło przez ciebie...
– Gruby, spójrz w górę! Tam coś jest!!!
– Jejciu, ja się boję! – Kaśka wbiła mi wszystkie paznokcie w ramię. Ale... miała rację, że się bała. Pod sufitem coś było. Bez wątpienia. Niewyraźna postać poruszała się jakby pod wpływem wiatru. Postać, a może tylko jej cień. A może raczej.... duch?!?
– Was chyba normalnie pokręciło! Przecież to jakieś szmaty. Pewnie kościelny utykał nimi dach, żeby nie przeciekał. – Gruby jak zwykle zachował zimną krew – Nie wiem, po co cię zabrałem, Młody. Pękasz już na samym początku.
Duch faktycznie okazał się kupą brudnych szmat.
– Sorry, stary. Przerabiamy teraz w szkole Mickiewicza i mi się z Dziadami skojarzyło. Tam trochę podobnie było. Duchy dzieci pod sufitem fruwały.
– Ty mi tu z Mickiewiczem nie wyjeżdżaj, pałę z niego dostałem. Daj zapałki. No, pali się. Powtarzajcie za mną. tylko dokładnie. "Zaklęta mocy przybywaj, odwieczna mądrości nawiedź nas, nieskończona piękności ukaż nam się, duchu Jimiego Morrisona natchnij nas..."
– "... mądrości nawiedź nas, nieskończona piękności ukaż nam się..." Gruby, a co do tego ma Morrison?
– Ty to Młody mnie coraz bardziej denerwujesz. Morrison dobrze brzmi... Nie wnikaj, tylko powtarzaj. "Niech stanie się dzień w środku nocy, niech słońce zgaśnie, niech nigdy nie kończy się światłość..."
– Jak słońce zgaśnie, to co będzie świecić? – tym razem Kaśka miała wątpliwości co do zaklęcia wymyślonego przez Grubego. Ale za chwilę zapomniała o swych wątpliwościach, bo... drzwi od kaplicy skrzypnęły i w drzwiach stanęła... Nie, nie światłość wezwana przez Grubego, tylko zakutana w puchową kurtkę Jolka.
– Aaa! Aleś mnie wystraszyła! – paznokcie Kaśki znowu wbiły się w moje ramię.
– A jak ja się bałam. Musiałam sama tu dojść. Brrr! Okropność. Trzy razy się wywaliłam na jakiś kamieniach. Kolano sobie rozbiłam. Zaczęliście beze mnie?
– Dopiero co. Stawaj, powiemy jeszcze raz. Tylko drzwi zamknij , bo przeciąg.
Ale Grubemu nie dane było dokończyć zaklęcia. Nie minęło nawet dziesięć sekund i usłyszeliśmy rytmiczny stukot. Coś wyraźnie stukało w spróchniałe okiennice kaplicy. I z pewnością nie były to gałęzie drzew. Bo żadnych drzew obok kaplicy nie było. A do tego stukotu dołączył się dobrze znany nam głos.
– Wandale! Podpalacze jedni! Po policję zadzwonię! Uciekać mi stąd, ale już! Bo wam zaraz skórę wyłoję! – stukot w okiennice zamienił się w prawdziwy łomot, a tajemnicze zjawisko przybrało postać kościelnego. Bardzo wściekłego kościelnego. A każdy w Lipkach wie, że z naszym kościelnym Walczakiem lepiej nie zadzierać, bo lubi sięgać po miotłę i niejednemu chłopakowi już skórę przetrzepał.
– Ja z Kaśką przez okno z tyłu. Młody, bierz Jolkę i drzwiami. Spotykamy się jutro w szkole. Chodu! Ale już!
To był ostatni moment. Przeskakując nagrobki, zauważyłem jak kościelny mocuje się z okiennicą. W okolicznych domach zapaliły się światła.
– Co się dzieje? Co to za hałasy? Panie Walczak, to pan?
I tak zakończył się obrzęd dziadów, w którym brałem udział. Trochę inaczej miało to wyglądać, ale chyba każdy przyzna, że emocji nie brakowało. Gdyby Mickiewicz był z nami to nikt by pały z Dziadów nigdy nie dostał, bo to nie byłby nudnawy dramat, tylko doskonała powieść sensacyjna.