Nasza klasa nigdy nie należała do zgranych, a tym bardziej do tych chwalonych. Ale gdy przyszedł czas próby, pokazaliśmy, że potrafimy...
Miras
Jeździliśmy na rowerach w parku, ja, Syfon, Gandi i Lutek. Mokre alejki, opadłe liście. Było ślisko, prawie ekstremalne warunki dodawały adrenaliny. Zanim się zorientowaliśmy, zrobiło się późno. Trzeba było wracać na chatę. Jutro klasówka z anglika. Wyjechałem z parku. Jeszcze poprzeczna ulica z wysokimi krawężnikami. Jeszcze jeden skok, podrzut koła. Szykowałem się do przejechania ulicy. Zadzwoniła moja komórka. Odruchowo sięgnąłem po nią. Dalej prawie nic nie pamiętam. Uderzenie. Pisk i jasność. Potem ból i ciemność.
Syfon
Umówiliśmy się w poniedziałek po lekcjach na jazdę w parku. Miras miał niezłe hamulce. Ja na rolkach. Ciągnął mnie za sobą. No – ekstrajazda! Ale trzeba było wracać na hacjendę. Przejechałem ulicę. Miras chciał się rozpędzić i przeskoczyć koleinę w jezdni. Nagle zadzwonił jego telefon. Sięgnął do kieszeni i w tym samym momencie nadjechał samochód. Miras wpadł na maskę, odbił się od szyby i upadł na jezdnię. Wyglądało to strasznie. Zbladłem, zesztywniałem. Nie wiedziałem, co robić. Kierowca na szczęście powiadomił szybko, kogo trzeba. Te 15 minut to była wieczność.
Elwira, siostra Mirka
Zadzwoniła do mnie mama. Wystraszona, przerażona, spanikowana. Powiedziała, że Miras miał wypadek, że leży w szpitalu, że za chwilę będą go przewozić do Konstancina helikopterem. Właściwie to nie bardzo mogłam ją zrozumieć. Plątała się, płakała. Chciałam jechać z nimi, niestety nie udało się. Nie mogłam spać. Właściwie nie zmrużyłam oka.
Rodzice wrócili o świcie. Brat miał uszkodzony kręgosłup i coś z głową. Długo nie odzyskiwał przytomności. Jakiś wylew. Konieczna była operacja ratująca życie.
Tydzień oczekiwań, telefonów, niepokoju. Miras wybudził się. Odwiedziłam go z Syfonem, Lutkiem, Gandim. Niby radość, ale… Był sparaliżowany. Leżał w łóżku, nie ruszał się. Nie chciał nikogo widzieć. Załamał się.
Lutek
Miras był sparaliżowany. Nie ruszał rękoma, nogami. Nie bardzo chciał z nami rozmawiać. Nie dziwię mu się. Zupełnie tracę głowę w takich wypadkach. Miałem koszmary senne, w których odtwarzał się upadek Mirka i krzyk Syfona. Wtedy się budziłem. Co poradzić na bezsilność? Jak się nie poddawać w takiej sytuacji? Jak pomóc? Nie mam pojęcia.
Syfon
Elwira w szkole powiedziała, że jest szansa dla Mirasa – operacja. Trzeba tylko sporo kasy. A im szybciej, tym lepiej. Wtedy coś się stało. Nasza klasa ruszyła do akcji. Ni stąd ni zowąd wszyscy zaczęli się dogadywać. Skończyły się kłótnie, docinki, podziały. Wszyscy dostali powera i prześcigali się w pomysłach, co zrobić. Ostatecznie zorganizowaliśmy koncert hip-hopowy i dyskotekę. Ale to wszystko mało… „Można by spróbować zebrać pieniądze za pomocą SMS-ów. Widziałem ostatnio kilka takich reklam.” – ktoś rzucił hasło. Może warto spróbować?
Gandi
Chcieliśmy wszyscy, by Miras mógł wrócić do domu i by był zdrowy. Ale jak to zrobić? Ja nie wierzyłem w SMS-owe akcje. Zawsze uważałem, że to jakaś podpucha. Ktoś goli kasę, a ty człowieku nie masz nic. Biorą cię na litość. Ale Olka się uparła. Zaczęła wydzwaniać po jakiś fundacjach i dopytywać się, jak to wszystko załatwić. Pomagała jej nasza wychowawczyni. Podobno coś da się zrobić.
Elwira
Telefony przyjaciół, mnóstwo telefonów. Cała klasa, znajomi rodziców, wszyscy wysyłali choć jednego SMS-a. Reklamy na mieście ze zdjęciem Mirasa, ogłoszenia w necie, TV regionalnej. Wszystkie fundusze miały być przeznaczone na operację. Po dwóch miesiącach rodzice zostali zawiadomieni, że jest wymagana suma. Mirek może mieć tę operację! Jest szansa, że będzie samodzielnie poruszał się na wózku.
Miras
Leżałem w tym szpitalu i nie mogłem się ruszyć. Denerwowałem się, że przychodzili koledzy z klasy. Nie chciałem, by oglądali mnie w takim stanie. Poza tym i tak pewnie o mnie wkrótce zapomną. Wszyscy zajmą się swoimi sprawami, a ja będę gnił w tym łóżku. Ale jak ich nie było, czegoś mi brakowało. A pewnego dnia dowiedziałem się od mamy, że zbierają dla mnie kasę. Nawet nie sądziłem, że tak im na mnie zależy. I to nie tylko kumple. Wszyscy – nawet Ci, z którymi zamieniałem może trzy słowa w roku. Dzięki mojej klasie mogę mieć operację.
Elwira
Miras nie leży. Porusza się na wózku. Zmienił też swój sposób myślenia. Remontujemy mieszkanie. Zmieniamy wysokość zawieszenia umywalki, sedesu, kontaktów. Wszystko po to, żeby Miras potrafił sobie radzić sam. Samodzielność to dla niego ważne. SMS-y dały nam nadzieję, uratowały Mirasa od leżenia bez ruchu w łóżku. Ma sprawne ręce. Jest super! Będzie jeszcze lepiej. Wierzę w to.


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.