Budzę się, patrzę na zegarek, jest pierwsza w nocy. Z pokoju obok słyszę jakieś straszne krzyki. Szybko podnoszę się z łóżka i idę w kierunku źródła hałasu. Otwieram drzwi i widzę...(do oczu napływają mi łzy) matkę leżącą na podłodze. Nad nią stoi ojciec, który trzyma w ręku metalowy kij i bije nim mamę.
- Przestań, przestań! - krzyknęłam. - Zostaw ją! - Podbiegłam do niego, próbując wyrwać mu z dłoni narzędzie. Niestety jest ode mnie silniejszy i nie daje się go pozbawić. W napadzie złości uderza również mnie...
- Iza, Iza kochanie! Słyszysz mnie? - dobiega mnie czyjś głos jakby zza ściany. - Iza, obudź się, proszę.
Powoli otwieram oczy, (dopiero teraz zdaję sobie sprawę jak bardzo boli mnie głowa) widzę mamę, która jest cała posiniaczona, ma rozciętą dolną wargę i podbite oko, lecz mimo to, słabo uśmiecha się do mnie.
- Kochanie, nic cię nie boli? - pyta z zatroskaną miną i całuje mnie w czoło.
- Nie mamo, nic mi nie jest - kłamię.
Zaczynam rozglądać się po pokoju, w którym się znajdujemy. Nie poznaję tego miejsca.
- Mamo, gdzie my właściwie jesteśmy?
- W szpitalu - odpowiedziała smutno.
Nagle zaczyna płakać. Próbuję ją przytulić, lecz coś mnie powstrzymuje. Rozglądam się i widzę, że do klatki piersiowej mam wbite trzy wenflony połączone z kroplówkami. Zaprzestaję prób przytulenia mamy i pytam, co się stało. Przestała płakać. Spojrzała na mnie i powiedziała, że, gdy próbowałam jej pomóc, ojciec uderzył mnie wieszakiem, a później bił mnie gołymi pięściami. Znów zaczyna płakać i przez łzy, mówi, że próbowała mnie ochronić, lecz on chwycił ją za włosy i rzucił o ścianę, nic więcej nie pamięta. Chcę ja uspokoić i powiedzieć, że to nie jej wina, ale to na nic.
Nagle drzwi od sali otwierają się i wchodzi ojciec. Mama gwałtownie, z przerażeniem w oczach podnosi się z krzesła i staje pod ścianą. Ojciec trzyma czerwonych ręce mały bukiet czerwonych róż. Podchodzi do niej i próbuje ją pocałować, lecz mama odsuwa się od niego i daje mu do zrozumienia, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jednak on nie rezygnuje i wręcza mamie kwiaty. Mama rzuca mu je w twarz.
Ojciec nie wytrzymuje... Chwyta ją za włosy i krzyczy, że ją zabije, jeśli nie tu, to gdzie indziej. Że zawsze ją znajdzie, że mama mu nie ucieknie. Krzyczy ze wszędzie ją znajdzie. Nie mogę nic zrobić. W panice zaczynam krzyczeć, jednak nikt mnie nie słyszy. Naciskam guzik, który alarmuje salową i po chwili ojca już trzyma trzech lekarzy. Wyprowadzają go z sali i wiozą na policję. Mama przez resztę dnia się nie odzywał.
Znów budzę się w nocy. Ktoś zapala światło. Przecieram oczy i widzę dwóch młodych lekarzy i salową. Stoją przy łóżku mojej mamy. Jeden z nich widzi, że nie śpię, zwraca się do mnie:
- Izo, tak mi przykro, ale twoja mama popełniła samobójstwo.
Zaczynam krzyczeć z rozpaczy, łzy lecą mi ciurkiem z oczu. Nie chcę wierzyć w słowa lekarza. Jedyna przyjazna mi osoba nie żyję. Jestem sama, nie mam już nikogo. Pielęgniarka na chwilę wychodzi z sali, by wrócić z moim ojcem. Wpadam we wściekłość.
- To przez niego! To przez niego ona nie żyje! – krzyczę.
Ojciec, jak gdyby nigdy nic, podchodzi do mnie i całuje mnie w czoło
- Zostaw mnie, zabójco! – krzyczę. – Zostaw.
Nic nie robi, przez chwilę patrzy na mnie i wychodzi. Do końca nocy nie mogę zasnąć, cały czas myślę o mamie.
Dwa tygodnie później wracam do domu. Zostałam sama, z człowiekiem, którego obwiniałam o śmierć mamy. Nie chciałam tak żyć. Nie z nim. Wieczorem, gdy ojciec idzie spać, biorę z kuchni najostrzejszy nóż. Idę z nim do salonu. Ostatni raz patrzę na zdjęcie mamy, które stoi na komodzie. Siadam na sofie i ze spokojem, podcinam żyłę. Trochę boli, odpływam…

















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
RyksaMedlin
2012-02-06 17:29:59
Zdzicha123
2012-01-15 12:50:39
Śliwka1
2011-12-03 17:36:58
Minoku
2011-11-23 21:06:09
olcia6
2011-11-11 21:49:04