10 Victor od 10 maja

10 Victor od 10 maja

A w numerze m.in.:

- Niechciany domownik…

- Informator specjalny: Nastolatek i prawo

- Koleżanki mnie wykorzystują!

- Przyjaźń damska, przyjaźń męska – czym się różnią?

więcej

11. Victor Gimnazjalista

A w numerze m.in.:

- Złe towarzystwo pije i pali? niekoniecznie...

- Zakochana bez wzajemności

- Zawód stylista

- Galeria typków - maruda

- Czas na bieganie

więcej
avatar

TakObczajTo

  • imię:
  • wiek: 14
  • skąd: Starogard Gdański
    (pomorskie)
więcej
avatar

zakochanawmuzyce

  • imię: Wiktoria
  • wiek: 14
  • skąd: kochanowice
    (śląskie)
więcej
avatar

aśka13

  • imię:
  • wiek: 14
  • skąd: Grodzisk wielkopolski
    (wielkopolskie)
więcej

Regulaminy SMS-owe i nagrodzeni

więcej
lubie to na fb

Anielcia

autor: olcia6

data: 17.11.2011 12:45

Państwo Domańscy mieszkali w Warszawie. Mieli córkę Kasię. Wydaje się, że nic im więcej do szczęścia nie brakowało, ale rodzice Kasi zawsze marzyli o domku na wsi, bowiem mieszkali w bloku, w środku miasta. Brakowało im spokoju, bo na ulicy ciągle panował gwar.  Ich córka nie chciała nawet słyszeć o przeprowadzce. Pewnego dnia tato dziewczynki wrócił z pracy ze złą wiadomością. Rodzice długo rozmawiali i w końcu wyszli z sypialni.      

- Kochanie, przeprowadzamy się - powiedziała mama.      

- Tato? - błagalnym tonem powiedziała Kasia.      

- Tak córeczko, to prawda co mówi mama.    

 

Dziewczynka czuła się zagubiona. Minął rok. Dom wybudowany, czyli czas przeprowadzki. Trudno jest sobie wyobrazić, jak Kasia żegnała się ze swoimi koleżankami. Całą drogę nie odzywała się do rodziców. Gdy dojechali na miejsce Kasię zaskoczyło to, że było tam tak pięknie.

Następnego dnia rodzice poszli zapisać córkę do nowej szkoły a dziewczynka poszła na spacer. W głębi serca bardzo się cieszyła, że się przeprowadzili. Szła, szła i szła i nagle ścieżki zaczęły zanikać i wróciła, bo bała się iść dalej.      

Następnego dnia gdy wracała ze szkoły spotkała starszą panią, która nie mogła sobie poradzić z ciężkimi zakupami. Kasia pomogła jej, a ona powiedziała:       

- Tam gdzie nie ma ścieżek u podnóża góry, znajdziesz przyjaciela.        

Dziewczyna chciała ją o coś zapytać, ale tej pani już nie było. Czyżby wiedziała, że Kasia nie ma przyjaciół? Gdy wróciła do domu, była bardzo zamyślona.       

- Nad czym tak myślisz córeczko? - spytała mama.       

- Spotkałam starszą panią, która mi powiedziała pewne słowa …       

- Lepiej powiedz jak tam w szkole – przerwała mama Kasi.       

- Beznadziejnie, wszyscy mnie omijają z daleka, szepcąc za moimi plecami, nie mam żadnych koleżanek.      

Kasia wypakowała książki z plecaka, trochę się zdziwiła, bo na samym dnie leżał bardzo stary klucz. Nagle dziewczynka przypomniała sobie jak szła u podnóża góry i ścieżka robiła się coraz węższa.        

- Gdzie idziesz? - zapytała mama.        

- Niedługo wrócę, cześć! – krzyknęła Kasia i pobiegła.       

Kasia z kluczem zaciśniętym w pięści szła, a ścieżka zanikała. Ciągle miała w głowie słowa powiedziane przez starszą panią. Nagle zobaczyła piękny wielki dom, pałac można powiedzieć ale bardzo zaniedbany. Dom był drewniany, kiedyś w latach swojej świetności musiał być bardzo piękny. Teraz to można by powiedzieć, że był nawet przerażający. Skrzypiące okiennice, które powypadały z zawiasów, a na piętrze otwarte okno. Firanka która tak dziwnie falowała zaczepiając o framugę okna, które było  brudne i zakurzone tak bardzo, że nie było przez nie nic widać. Drzwi wejściowe były wielkie i wyglądały na bardzo ciężkie.

Kasia popatrzyła na swoją dłoń, w której trzymała klucz, nawet nie wiedziała że tak mocno go ściska, chyba to przez nastrój tego miejsca. Podeszła do drzwi włożyła klucz do zamka, pasował. Dziwne nawet nie wiedziała skąd się wziął ten klucz w jej plecaku.      

I znowu wróciła myślami do słów wypowiedzianych przez staruszkę, tylko nie wiedziała o co chodzi z tym przyjacielem. Kto chciałby tu mieszkać? Zastanawiając się weszła do środka.  

Dom na zewnątrz był zaniedbany, ale wewnątrz było jeszcze gorzej. Pajęczyny, które otulały żyrandole, i stare obrazy. Dziewczynka powoli zaczęła oglądać dom, bardzo się bała, ale ciekawość była silniejsza. W kącie stał stary fortepian, na klawiszach grubo osiadł kurz ,a na stopce były  otwarte nuty, jakby nie te warstwy kurzu, Kasia pomyślałaby, że ktoś przed chwilą skończył grać. Stary kredens stojący pod ścianą, gdzie na półkach stał równiutko ustawiony serwis obiadowy, z porcelany.      

Dziewczynka próbowała otworzyć drzwiczki kredensu, chciała się przyjrzeć ozdobom na naczyniach, nagle wraz ze skrzypnięciem drzwi dał się słyszeć jęk. Kasia podskoczyła z przerażenia, kredens zatelepał się dało się słyszeć kołyszącą porcelanę. Dziewczynkę ogarnęło przerażenie odwróciła się żeby uciec zrobiła dwa kroki i upadła, to przez ten dywan. Przerażenie Kasi było ogromne, podnosząc z się z podłogi usłyszała:      

- Nie uciekaj, nic ci nie zrobię!      

- Kto tutaj jest?      

- To ja Anielcia, a ty kim jesteś?       

Kasia siadła na zakurzonym dywanie, podparta na rękach zaczęła się rozglądać dookoła, nadal była przerażona, że ktoś się odezwał a nikogo nie było widać.      

- Aaa… - krzyknęła dziewczynka i zaczęła biec w kierunku drzwi.      

- Nie bój się mnie, pewnie pierwszy raz w życiu widzisz ducha.      

- Tak masz racje, przepraszam.      

- Jak masz na imię? - spytała Anielcia      

- Kasia, niedawno wprowadziłam się do tej miejscowości.      

- No tak, pewnie przysłała cię tu ta staruszka.      

- Tak, skąd wiesz?      

- Jestem samotnym duchem, ciągle płaczę, jak przypomnę sobie, co zrobił mi mój ojciec... Ta pani, gdy była taka jak ty, przychodziła do mnie. Teraz jest stara i nie może.      

- A co ci zrobił twój ojciec?      

- Na moje trzynaste urodziny tata z mamą, chcieli zrobić piknik w górach. W czasie drogi siedziałam z boku wozu. Wóz najechał na kamień i z niego spadłam, strasznie się poobijałam, bardzo bolała mnie głowa. Wróciliśmy do domu. Słyszałam leżąc w gorączce jak rodzice ze sobą rozmawiali, można powiedzieć że się kłócili. Chodziło o mnie, lekarz który zawsze do nas przyjeżdżał wyjechał i miał wrócić dopiero za pare dni. Mama chciała jechać po innego, ale tata powiedział, że zaczekamy aż wróci nasz lekarz i parę dni wytrzymam. Mama płakała, mówiła że nie wyglądam dobrze, tata krzyczał. Pamiętam mamy łzy spływające po jej policzkach, które potem spadły na moje dłonie, gdy klęczała przy moim łóżku. Kilka dni później zmarłam.       

- Tak mi przykro - powiedziała Kasia.       

- Kasiu, ale już późno, popatrz jak za oknem ciemno. Idź do domu, tylko proszę, nikomu nie mów o tym miejscu.

- Masz racje ciemno, pójdę już i nikomu nic nie powiem.       

- Dobrze, do widzenia.       

- Do widzenia.        

Kasia wróciła do domu bardzo rozkojarzona, na chwilę usiadła w fotelu w salonie wracając myślami do popołudnia, usnęła.

Rano rodzice wypytywali, gdzie tak długo była, a ona odpowiedziała, że na spacerze. Chwile zastanawiała się, czy to co wydarzyło się wczoraj, nie było zwykłym snem.

 

Była piękna czerwcowa sobota. Dziewczynka poszła do starego domu, Anielcia przywitała ją już na progu. Duszek oprowadził ją po wszystkich pomieszczeniach, Kasia była zachwycona.       

- Jak tu pięknie - powiedziała Kasia.       

- Tylko brudno - odpowiedziała Anielcia.      

- Ale da się posprzątać, masz gdzieś jakiś jakieś ścierki i czystą wodę?       

- Tak, w piwnicy, zanim to wszystko posprzątamy minie dużo czasu.       

- To nic, będziemy mieć dużo czasu na rozmowę - odparła Kasia.       

- Wiesz co?       

- Co?        

- Może się zaprzyjaźnimy? - zapytała Anielcia.       

- Oczywiście, wreszcie będę tu miała przyjaciółkę, w szkole nie mam nawet koleżanek.       

- A nie przeszkadza ci to że jestem duchem?       

- Nic a nic, przecież jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

 

Anielcia z Kasią wysprzątały cały dom. Wreszcie można było na niego miło popatrzeć. Potem dziewczynki bawiły się.       

Kasia wróciła do domu. Mama powiedziała, że za tydzień pojadą na wczasy nad morze na dwa tygodnie. Dziewczynka nie wiedziała co zrobić. Tak po prostu opuścić Anielcię, która nie potrafiła bez niej „żyć”.

Kasia wzięła swoje oszczędności i poszła do najbliższego schroniska dla zwierząt i kupiła małego ślicznego pieska. Poszła z nim do Anielci, która bardzo się ucieszyła na widok szczeniaka.        

- Wiesz, nie będzie mnie dwa tygodnie - nieśmiało powiedziała Kasia.        

- Trudno - odparła Anielcia.        

- Nie gniewasz się?        

- Przecież wrócisz, to tylko dwa tygodnie, jak nie żywa to jako duch.        

- Bardzo śmieszne - powiedziała Kasia.        

Dziewczynki długo się śmiały i opowiadały sobie śmieszne historyjki. Nagle słońce zaczęło tak mocno świecić, że na chwilę zaślepiło Kasię. Przed nią ukazała się postać dziewczynki.        

- Anielcia? - zapytała Kasia        

- Tak to ja, tylko jako człowiek dzięki tobie Kasiu.        

- Nic nie rozumiem.        

- Przez cały ten czas, nie przeszkadzało ci, że jestem duchem, i dlatego dzięki tobie jestem teraz człowiekiem, dziękuję ci z całego serca.       

- Ale dalej będziemy przyjaciółkami – zapytała Kasia.       

- Tak, oczywiście.       

- Chodźmy do moich rodziców.       

 

Anielcia nie chciała się zgodzić, dała się jednak przekonać i już po chwili razem szły do domu Kasi, podziwiając piękno przyrody. Były bardzo szczęśliwe. Rodzice zgodzili się, by Anielcia pojechała z nimi nad morze. A później zamieszkała z państwem Domańskich. W ich rodzinie niczego już nie brakowało. Rodzice Kasi traktowali Anielcię jak swoje własne dziecko. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

komentarzy: 2

Skomentuj ten artykuł

Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

avatar

olka525

2012-01-23 17:10:12

Jak na moje oko to trochę zbyt dziecinne, nieprawdopodobne, jak w bajeczce dla dzieci.
avatar

Scelto

2011-12-02 17:22:30

Hmmm... Trochę takie "proste" i lekko "dziecinne".